Łoś - a to bydle!

08.12.2013 - 08.12.2013
Huk padających strzałów. Zwierzyna goni oby jak najdalej.

Piątkowa radość. Zza okna widzę dywan białego puchu pokrywający dosłownie wszystko. Super! Po południu wiejący silny wiatr roztrząsa spadającą chmarę śniegu - zamieć jak nic! Super do kwadratu!

W niedzielny poranek spoglądam na mapę planuję zaspokoić niedosyt poprzedniego wypadu. Spodziewam się głębokiego śniegu, odpadają niskie buty - zatem buty i spodnie made in wojsko. Do kieszeni spodni wkładam: kompas, mapę, nóż, zapałki.

Taki piękny dzień - czas na zmiany! Obieram całkowicie nową trasę. Początkowo wiedzie polną drogą, ale tuż za zakrętem obieram cel na kępę drzew znajdującą się zaledwie kilometr od miejsca, w którym stoję. Skrót wiedzie przez pola uprawne, więc spodziewać się można wszystkiego. Na pierwszy rzut trafia uprawa aronii o szerokości 20m śnieg w tym miejscu sięga do pasa. Jak to na polach na przemian: orka, zboże, rzepak. 200m przed kępą drzew do pokonania pas 20m drzewek - śnieg jak poprzednio po pas.

Dotarłem! Dalej wiedzie polna droga - zawiana, przynajmniej pewność, że stopą stanę na płaskim. Na orce można źle stanąć i doznać kontuzji. Przed lasem ostatnia prosta wiedzie przez 100m śniegu po kolana - widoki napawają do marszu - w koło pustki - dosłownie nikogo - z dala jedynie słychać strzały.

W lesie odczuwalne jest szybsze tempo marszu spowodowane śniegiem na wysokość buta. Brak liści na drzewach sprawia, że jest widno a zakres widoczności bardzo duży. 

dsc00235
Spoglądając na śnieg leżący na ziemi ma się wrażenie, że las zdominowany jest przez zwierzynę – wszędzie widać mnóstwo śladów saren. W głębi lasu spotykam nowe ślady - czyżby łoś - podobno jest jeden w tych lasach.

Ślady saren zawiodły mnie na "oazę" dla zwierzyny: teren porośnięty krzewami, trawami, z dostępem do wody, myśliwi tu dokarmiają zwierzynę. Z krzewów wyskakują sarny uciekając w popłochu.

Nowo obrany kierunek prowadzi do źródeł rzeki. Padają strzały, w moim kierunku biegnie duże zwierzę – koń?, Myśliwy na koniu? – za chwilę biegnie drugie zwierze. Zauważają Mnie, skręcają w prawo – ulga. Czyli w lesie są 2 łosie! Pierwszy raz widzę łosia na żywo – ależ to potężne bydle!

Na źródłach zwiększył się poziom wody w stosunku do lata. Panuje cisza i spokój - dawno zapomniane przez miasto.

Obieram kierunek na cel wędrówki - trasa wiedzie przez wysoki sosnowy las - człowiek wśród drzew jest jak kroczący robak - mały i bezbronny. Widoki zmieniają się na kilkumetrowe sosny w dużej mierze uschnięte - co pobudza potrzebę podpalenia czegoś. Z jednej z uschniętych sosen odłamuję kilka gałązek – łamię drobno, układam w stosik. Z kieszeni wyjmuję paczkę zapałek dbając o zasadę jednej zapałki: bez względu na warunki, ognisko rozpalić tylko jedną zapałką. Po kilku sekundach płonie symboliczne ognisko – potrzeba zaspokojona.

dsc00238
Ognisko wypalone, zasypane śniegiem, czas w drogę. Po 15minutach jestem u celu wędrówki. Teren pagórkowaty, pokryty grubymi drzewami świadczący o swej niedostępności. Pagórki o wysokości sięgającej do 10m - takie zminimalizowane Bieszczady. Chodzi się super, od pagórka do pagórka, od doliny do wzniesienia. Słońce coraz niżej horyzontu - mierząc odległość słońca od ziemi wychodzi na 2h do zmroku. Uciekające 3 młode sarny nakreślają kierunek drogi powrotnej.

Dopiero po wyjściu z gąszczu lasu obserwuję olbrzymie ślady pozostawione przez traktor. Po godzinie ślady ludzi a nawet 2 osoby.
Na koniec wędrówki odwracam się, aby ujrzeć zachód słońca oświetlający niebo.

dsc00240
Kategoria: Teren