Szlak Czerwony Wyżynny => Lublin – Kazimierz Dolny

29.03.2014 - 30.03.2014
"Jest szlak z Borowa do Kazimierza dolnego, ma 42km" Z opisu szlaku wynika, że jest to rowerowy szlak. Rowerowe szlaki są ciekawe pod warunkiem, że idą poza utwardzonymi drogami. Ten w większości idzie asfaltami czyli średnio zachęcająco.

Napaliłem się na wyjście w teren! Znajduję pseudo mapę ze szlakami pieszymi na Lubelszczyźnie. Jest! Szlak Wyżynny (część zachodnia) kolor czerwony z Lublina do Kazimierza Dolnego, długość 61km.

Trasa: Lublin (Muzeum Wsi Lubelskiej) - Dąbrowica - Motycz - Radawiec - Palikije - Wojciechów - Nowy Gaj - Nałęczów - Wąwolnica - Rąblów - Skowieszynek - Kazimierz Dolny

Wybija dwunasta, stoję przed Lubelskim Skansenem. Wiem tylko przez które miejscowości przechodzi szlak, w ręku trzymam wydrukowaną pseudo mapę. W plecaku mam świeżo co wydrukowane sztabówki (mapy wojskowe z lat osiemdziesiątych). Brakuje najważniejszego czyli konkretnej mapy z trasą szlaku. Na ratunek przychodzą mapy w gablotach przed Skansenem. Dwie gabloty, dwie mapy, dwa podobne szlaki. W drogę! Początkowo szlak wiedzie po drodze z głazów, po kilku minutach jest asfalt a po minucie budowa obwodnicy. Wydeptana ścieżka tuż przy budowie zapowiada udaną wędrówkę. Dzięki niej w przeciągu paru minut sprawnie przechodzę budowę a tuż za nią stoję przy rzece Czechówka. Pierwszy zonk! Według jednej mapy szlak wiedzie drogą szutrową, według drugiej mapy szlak wiedzie po prawej stronie rzeki. Szybko podejmuję decyzję, że ciekawiej iść wzdłuż rzeki niż wzdłuż nudnej drogi.

Podchodzę bliżej, na przeciwko ogrodzenie zbyt blisko brzegu, zatem decyduję się iść lewą stroną rzeki czyli jest to trzecia wersja szlaku. Zresztą po tej stronie wydeptana ścieżka wskazuje, że wiele osób wpadło na podobny pomysł. Po 50m poznaję nowy Lublin!

DSC00597

W drodze do Dąbrowicy przykuwa uwagę posąg Jezusa (?), z zasady robię zdjęcia ciekawym sceneriom lub czemuś co Mnie zdziwiło – posąg Mnie zdziwił odwagą!

DSC00600

Z daleka widzę lasy w Radawcu, koniec asfaltu w końcu przyjemna część szlaku. Przechodzę ostatnie metry asfaltu i wchodzę w las. Idzie się fajnie, ptaki śpiewają, w powietrzu czuć wiosnę, wręcz idealne warunki na wędrowanie. Wąska ścieżka, cisza, spokój…NAGLE za plecami słyszę zbliżający się tupot - znowu łoś?! Wyrwany z zadumy, wystraszony oglądam się…a na mnie jadą diewuchy na koniach! Jak to na szlaku, chwila pogawędki i każdy idzie w swoim kierunku.

Zaczyna się ochładzać, słońce coraz bliżej horyzontu. Za kilometr kończy się las. Idąc bez mapy szlaku decyduję się na nocleg. Na polance po stronie wschodniej rozbijam namiot jednoosobowy swoim wnętrzem przypomina trumnę. Tradycyjnie kolejność napełniania namiotu: karimata, śpiwór, plecak, Ja. Namiot jest na tyle mały, że rozpycham się aby zmieścić obok plecaka. Ostatecznie plecak umieszczam na końcu namiotu 'w nogach'. Wypijam kilka łyków wody, spoglądam w mapy, kima.

Słyszę śpiewający las przeróżnymi głosami, ptaki budzą się do życia. Otwieram oczy, ciemno. Zasnąć już ciężko, melodia płynąca po lesie wynagradza wszystko. W końcu przez namiot widzę początki dnia, zatem idealna pora aby kontynuować wyprawę. Szlak wiedzie polną drogą co sprawia wielką błogość dla stóp. Wielka przestrzeń sprawia poczucie bezgranicznej wolności - cudowne uczucie.

Droga się skończyła przechodzę drogę asfaltową i o dziwo w końcu widać oznaczenie szlaku. Wiem, że jestem gdzieś w okolicach Wojciechowa. Za pierwszymi zabudowaniami stoję na krzyżówce typując drogę szlaku. Z braku oznaczeń postanawiam iść dalej prosto. Po kilkudziesięciu minutach okazuje się typ błędny gdyż wylądowałem w polach jakieś 2km od Wojciechowa, obieram kierunek na Wojciechów i po ok. 25minutach jestem już w sklepie gdzie kupuję śniadanie.

Kilka metrów od sklepu stoi tablica z mapą szlaków, tutaj robię kolejne zdjęcia i ruszam w drogę. Kilometr przed Nowym Gajem zagaduje grupka trzech pijących piwo kolesi, zagadają gdzie idę, gdzie śpię. Wszystko opowiadam włącznie z ciekawostkami trasy. Jeden z nich chwali "piękna wyprawa". Panowie czas Mnie lekko goni zatem miłego biwakowania :)

Przez Nowy Gaj szlak skręca i idzie wzdłuż rzeki, a raczej spadziście do wody. To trzeba zobaczyć aby docenić kreatywność osoby, która zaprojektowała ten szlak.

DSC00611

DSC00612

Nałęczów => Wąwolnica => Rąblów


Idę polną drogą w kierunku miejscowości Skowieszynek. Z daleka widzę jadący traktor z przyczepionym gruberem (maszyna rolnicza). W niedziele chłop orze, pewnie jakiś jechowy! Traktorzysta zatrzymał się na krzyżówce gdy podchodzę, woła Mnie abym podszedł,

"jflasdf jlfas fajlsdf sjlfd afadf"
Co?
"Zgubiłeś 20 złotych?" (tak zrozumiałem)
Nie. (Traktorzysta machnął ręką i odjechał)

Za kilkanaście metrów słyszę: "Eeeeeee, Ooooooo". Spoglądam w lewo a ów traktor stoi zaledwie 10cm od tablicy, a ów traktorzysta właśnie spada z traktora na glebę. Oj wiało!

Ze Skowieszynka już ostatnia prosta do Kazimierza Dolnego. Wchodzę na Starówkę (centrum) a Ci pięknie ubrani spoglądają na Mnie jakbym się z choinki urwał. Spodnie ściochane jak to na wyprawie. Na plecach sporawy plecak a do niego doczepiona karimata i namiot. Doświadczenie w takich sytuacjach mówi - OLAĆ TO, RÓB SWOJE! Idę w najpiękniejsze miejsce w Kazimierzu czyli na ścieżkę wzdłuż Wisły.

Stoję przy Wiśle, dzień wymarzony, ogłaszam koniec wyprawy. Cała wyprawa jest na spontana także wypada wiedzieć skąd odjeżdżają busy...gdzieś na trasie do domu. Udaję się na parkingi aby zapytać sprzedającego bilety gdzie jest przystanek PKS. Okazuje się, że zaledwie 100 metrów wzdłuż ulicy przy której stoimy. Spoglądam na tabliczkę, bus do Poniatowej, jedzie przez miejscowość gdzie mam znajomego także jeszcze za telefon i umawiamy się na piwkowanie. Ostatecznie wracam w poniedziałek rano przez Poniatową do Bełżyc, ok. 09:00 jestem w domu.
Kategoria: Teren