Zimak 21

17.01.2015 - 17.01.2015
Jak to w życiu bywa...przypadkiem poznaję Kubę - organizatora rajdu Zimak. Następnie wychodzą nici z zimowego przejścia pewnej trasy, potem przypadkiem dowiaduję się o terminie rajdu.

Ciekawy jest sposób przebiegu rajdu: marsz po górach zakończony ogniskiem integracyjnym. Zdecydowanie różni się od Prawdziwa Zimowa Wyrypa Beskidzka, więc postanawiam sprawdzić jak jest w praktyce.

Trasa: Myślenice - Plebańska Góra - Stróża - Groń - Pcim - Działek - Schronisko PTTK na Kudłaczach (27 km)
Link do trasy: http://mapa-turystyczna.pl/route/zy7v

Tak się składa, że z Bełżyc przez Kraków do Myślenic prowadzi najłatwiejsza droga.

W Krakowie w sobotę docieram na przystanek oczekując na upatrzonego przewoźnika - często widzę pojazdy i chcę sprawdzić jakość usług. Na przystanku stoi pięć osób. Podjeżdża bus - wsiada jedna osoba. Podjeżdża bus do Myślenic - wstrzymuję się z wsiadaniem gdyż za pięć minut będzie upatrzony przewoźnik. Świeci słonko także oczekiwanie jest fajne. Jedzie...koleś macha, aby się zatrzymał...pojechał, nawet nie zjechał na przystanek!!! Niech to szlak!!! Na rozkładzie jazdy znajduję busa za kilka minut - jak się uda to zdążę - a jak się spóźnię to solówka za grupą. Oczekiwanie również jak poprzednio mija fajnie w kąpieli słonecznych promieni. Podjeżdża bus, wsiadam, jedziem.

W Myślenice jestem kilka minut przed godziną startu, czyli przed 11:00. W miejscowości są trzy dworce także pozostaje zlokalizować ten odpowiedni.

Ja: Dzień dobry, gdzie jest Dworzec Autobusowy
Przechodzień: Tu.

"Tu" tylko, że brak śladu autobusów.

Spoglądam na mapę, przy PKS'ie idzie szlak. Na czuja idę na zachód, aby znaleźć oznaczenie szlaku. Po 100m po lewej znajduje się dość spora grupa ludzi - czyżby moi? - podchodzę - wymalowany plac wygląda jak parking dla autobusów, więc zapewne jest to Dworzec Autobusowy. Dla pewności pierwszą napotkaną osobę zapytuję:

Ja: Cześć, na Zimak idziesz?
Osoba: Tak, idź do środka odznaczyć się, że jesteś.

W pomieszczeniu mnóstwo ludzi - część z małymi plecakami a część z dużymi. Kolejka do stolika jednoznacznie wskazuje na miejsce "zapisów"

Ja: Cześć Kuba, zapisać się chce.
Kuba: Cześć. Dobrowolnie przekazujesz kwotę na Fundację?
(Kuba na każdym wydarzeniu zbiera dobrowolne kwoty na organizacje charytatywne)

Zapisany wracam do poznanego przed chwilą Łukasza kontynuować rozmowę. Poznaję również Asię.

Kuba: Zapraszam na odprawę.

Zbieramy się wszyscy w jednym miejscu, Kuba stojąc na skraju kwietnika wyłania się ponad wszystkich i zaczyna objaśniać sprawy organizacyjne.

I poszli! 50 osób rusza szturmem przez miasto, niektórzy przechodnie spoglądają na Nas - zadając sobie pytanie - o co kaman?

Jest już coraz bliżej południa także słonko daje o sobie coraz bardziej znać! Zaraz za miastem pierwsze podejście sprawia, że rozciągamy się na kilkadziesiąt metrów. Widać i słychać jak coraz więcej osób narzeka na okropny upał – w Myślenice aż 14,5 stopnia Celsjusza!!!

Pojawia się wieść "na górze przy kapliczce robimy postój" Już kilkadziesiąt metrów przed Nami grupa coraz bardziej rozchodzi się w boki to znak, że nastał czas odpoczynku. Podchodzimy bliżej - na środku polany stoi wielkie drzewo - wiszące na nim przybranie wskazuje, że jest to polna kapliczka. Schodzimy na lewo ustępując miejsca idącym za nami. Słonko przygrzewa zwiększoną mocą! Przegrzany czerpię otuchę z wiejącego delikatnego wiaterku. Koniec odpoczynku ruszamy dalej. Droga z polany wchodzi w las cały czas pod górę, panujący cień umila wędrowanie.

Ledwie ruszyliśmy a po zaledwie kilkuset metrach wychodzimy na sporą polankę w środku lasu, już z daleka rzuca się w oczy wysokie "coś". Tym czymś okazuje się kapliczka - zdaje się ta właściwa - w koło niej rozsianych jest mnóstwo ławek. Na jednej z nich przysiadamy. Pierwszy punk pośredni osiągnięty - Plebańska Góra 510m n.p.m. Chwilę trwa, gdy ogon dogania przód - chwila otuchy dla ogona i ruszamy dalej. Trasa od tego miejsca jest wypłaszczona, więc i tempo mamy szybsze. Kolejny przystanek czołówka Zimaka zainicjowała na krzyżówce szlaku czerwonego z zielonym. Docierające głosy mówią o poczekaniu na koniec, aby cała grupa zeszła w prawidłową drogę.

Zielony szlak prowadzi do miejscowości Stróża także cały czas w dół - po wyjściu z lasu wchodzimy na polany a z nich rozpościera się widok na wielką przestrzeń oraz na oznaki cywilizacji w tym przypadku zabudowania. Jako, że będziemy iść kawałkiem asfaltu to po cichu liczę na sklep spożywczy. Zaraz po wejściu na asfalt rozglądam się a to w lewo a to w prawo wyglądając sklepu - bez skutku - może dalej. Ostatnie metry asfaltu wskazują na brak sklepu.  

Teraz skręcamy w lewo i już od samego początku droga wije do góry. Co chwila przy drodze ktoś siada i odpoczywa - jedni jedzą inni piją. Nasza trójka się rozłącza - Asia zwalnia delektując się samotnością, a we dwóch przechodzimy 200m poczym na leżącym przy drodze pniu postanawiamy poczekać na Asię - Łukasz siada, Ja delektując się widokami (być może ostatnimi dzisiejszego dnia) pstrykam zdjęcia.

image002

image004

Wszyscy razem. Przechodzimy 150m i po lewej ukazuje się "miejsce odpoczynku dla turystów" stół, ławki, miejsce na ognisko. Jest tu część osób, więc przysiadamy się.

Kolejny etap trasy to Groń 773m n.p.m. Zaczyna się lajtowo, czyli nadal drogą delikatnie pod górkę. Wycisk zaczyna się w lesie. Jak do tej pory najbardziej wymagająca część trasy, stroma kamienista droga, miejscami służąca za koryto spływającej wody. Część grupy szybko śmigna do góry a My z większymi plecakami drepczemy pod górę - więcej odpoczywając niż wspinając się. Tą część trasy z pewnością zapamiętam na dłużej. Wyjście na płaską drogę wskazuje koniec podejścia - dla urozmaicenia czeka przejście przez szlaban a właściwie - pod szlabanem, nad szlabanem lub po prostu obok szlabanu - możliwości są aż trzy - wybieram opcję najwygodniejszą - przechodzę obok szlabanu.

Przed Nami kreuje się miejsce odpoczynku - prawie cała grupa siedzi w koło leśnej krzyżówki dróg - no i szlaków. Zdziwiony pierwszy raz widzę psa ze swoim bagażem! Pies ala husky (haski) ma przypięty do grzbietu bagaż, symetrycznie po bokach równoważąc ciężar. Na oko rozmiar jednej sakwy 15x15x30cm. Niesamowite! Odpoczywając po tym jakże ciekawym podejściu widzę co chwila ruszające małe grupki. W końcu czas się zebrać. Żółtym szlakiem kierujemy się w stronę Kotoń 857m n.p.m., tu cieszymy się pierwszymi oznakami śniegu.

image006

Miejsce z młodymi drzewami tworzy lukę, przez którą rozpościera się widok na góry. Lada chwila będzie ciemno.

image008

Ostatnia górka Gronik 839m n.p.m. i zejście do miejscowości Pcim. Już świecąc czołówkami idziemy drogą środkiem wielkiej polany - wszystko przebiega sprawnie do krzaka, na którym oznaczenie jest dwuznaczne. "Którędy teraz?" Z jednej strony oznaczenie podpowiada by skręcić w prawo w polanę (czyli góralowi w pole), z drugiej strony oznaczenie pasuje do drogi, którą idziemy. Wyciągam mapę - wynika, że drogą powinniśmy iść - Aśka sprawdza drzewa po prawej w poszukiwaniu oznaczenia - Ja sprawdzam drzewa po lewej - ani tu szlaku ani tu. Decydujemy się kontynuować wędrówkę dotychczasową drogą. Po kilku minutach wychodzimy na przystanek autobusowy oblężony przez "Naszych". Cieszy widok podwójnie, bo 50m za przystankiem jest sklep spożywczy, w dodatku otwarty!  Zatem do sklepu na małe co nieco. Według mapy jest ostatnie trzy godziny trasy, jednak po ciemku idzie się 20% wolniej a w połączeniu z innymi okolicznościami może wyjść jeszcze wolniej. Zatem decyduję się na kawałek kiełbasy z cielęcia oraz piwo. Smak kiełbasy wywołuje szał kubków smakowych - jest wyśmienita - nie dlatego, że jestem głodny a dlatego, że jest wyśmienita! Aśka pogania Nas abyśmy już szli.

Ja: Pójdziemy z tymi z przystanku.
Asia: Już poszli, chodźcie może ich dogonimy.

Szybkie zerowanie. Szlak poprowadzony jest przez Pcim, więc cały czas po twardych chodnikach, w jednym miejscu idziemy tunelem pod drogą S7. Na obrzeżach miejscowości brak przyulicznych latarni sprawia, że okrążeni jesteśmy totalną ciemnością. Świecące czołówki wyrywają ciemności tunel światła. Kieruję światło a to prosto a to w prawo, z każdym metrem wypatrując oznaczenia, które "gdzieś tutaj powinno odbić w prawo"

Odbicie prowadzi po błotnistych drogach typowych dla gór. Z czasem wchodzimy w las gdzie spotykamy część osób. Przechodzimy obok szczytu Krzywicka Góra 584m n.p.m. potem przez szczyt Działek 622m n.p.m.

Z lewej wołają "tędy" natomiast z boku "tu jest skrót 200m" - rozdzielamy się Łukasz z Asią idą skrótem, natomiast Ja wiernie idę szlakiem. Ostatnia krzyżówka "ostatnia prosta" prowadząca czerwonym szlakiem do schroniska - zatem kończym to, co zaczęli. Docieram do miejsca wylotu "skrótu”, czyli do Przełęcz Granice i wygląda na to, że od teraz idę z innymi. Docieramy do miejsca, w którym część wspina się prosto do góry a część skręca w prawo w drogę o łagodnym pochyleniu - i tu i tu są oznaczenia szlaku - te po prawej są nowe, więc szlak został zmieniony. Jak na "ostatnią prostą" jest krętnie. Wśród zakrętów dobieram się tempem z kolesiem. Ci, co szli z przodu znikają "za rogiem". Zagadka rozwiązana "za rogiem" jest skręt w lewo zza drzewa. Po pierwszych przebytych metrach mam wrażenie, że się wracamy - widocznie obejście takie dziwne.

O jakaś czapka...wygląda na taką, co ma Łukasz, może to jego - schylam się i podnoszę z ziemi.

Czuję dym, słyszę gwar rozmów to już tu...Schronisko PTTK na Kudłaczach. Podchodzimy do wejścia, po czym każdy z Nas idzie w swoim kierunku.Wchodzę po stopniach na taras schroniska, plecak zdejmuję i stawiam na ławce i wchodzę do schroniska.

Ja: Cześć, mam coś Twojego...
Łukasz: Dzięki, drugi raz ją zgubiłem.

Przychodzi Asia, chwilę gawędzimy, po czym wychodzę ze schroniska i udaję się pod wiatę, pod którą grupka rozpala ognisko. W głębi wiaty stoją stoły i ławki. Na jednej z ławek kładę plecak, wyjmuję namiot i udaję się za wiatę w poszukiwaniu miejsca na nocleg.

Po kilka namiotów tworzy się górny i dolny obóz. Z uwagi na miejsce rozbijam się w dolnym obozie, miejscówka prawie idealnie płaska - nic dziwnego - jest to mini boisko piłkarskie. Namiot rozbity, zatem wracam do wiaty po plecak. Standardowo umieszczam plecak w namiocie po "mojej prawej”, odczepiam karimatę i rozkładam ją na podłodze, teraz wyciągam śpiwór z worka, aby się "napompował". Biorę kiełbasę i wracam pod wiatę. Ognisko już w pełni rozpalone, zatem kiełbasa ląduje na ruszcie zwisającym na linie spod dachu. Ognisko rozpalone to i towarzystwo się schodzi.

Coś się święci - okazuje się, że Kuba (organizator) ma dzisiaj urodziny - okrągłe 50 zim - Kuba przychodzi wygłasza przemowę organizacyjną, po czym na środek wynoszony jest tort no i oczywiście rozbrzmiewa "sto lat...sto lat..."

Co się dzieje dalej? Co w górach to i w górach zostaje!

Oj dzieje się...w każdym razie do namiotu trafiam po 04:00.

Obóz dolny kilka minut po 08:00.

image010
Kategoria: Rajdy | Góry