Przygody

IV Prawdziwa Zimowa Wyrypa Beskidzka

Termin od: 20.02.2016
Termin do: 21.02.2016
Opis: W końcu Wyrypa!
Dojazd przebiega sympatycznie. Bełżyce-Lublin, Lublin-Kraków, Kraków-Piwniczna Zdrój
W Krakowie w nocy spadł śnieg co zapowiada, że i w tym roku będzie śnieg na Wyrypie :)
Na dojazd samochodem z Krakowa umawiam się z Pawłem. W sumie jedzie nas piątka.

Dojeżdżamy na rynek Piwniczna Zdrój. Wracają wspomnienia, gdy obolały chodziłem po rynku realizując projekt Polska Korona Gór pieszo za jednym zamachem.

Parkujemy na rynku, zebrawszy się ruszamy na szlak. Jakoś niepewnie idą pierwsze metry, więc pasowałoby się kogoś zapytać czy dobrze zmierzamy - z dala widzimy tylko jedną osobę - ubrana na pomarańczowo prawdopodobnie pracownik służb porządkowych - w każdym razie idziemy przed siebie.

Przechodzimy przez ulicę i niby na kogoś czekamy... Mijają Nas Wyrypowicze a nogi aż się rwą do marszu. Podchodzi koleś i pyta się czy idziemy na Wyrypę - tak - mam dla Was gwiazdki. Wyjmuje z plecaka gwiazdki, oczy aż się świecą - istny majstersztyk - zakładałem, że będą wykonane z papieru a tu plandeka i to dużych rozmiarów z oczkiem do mocowania do plecaka. Biorę kilkanaście sztuk, aby rozdać po drodze. 

Trasa zaczyna się stromym podejściem - z początku idziemy w czwórkę a po kilkudziesięciu metrach odłącza się dwójka dalej czekając na znajomych.

Z Pawłem tempo mamy podobne, więc jest idealnie. Naszym zamiłowaniem są szlaki długodystansowe i właściwie poznaliśmy się na szlaku - Paweł robił GSS (Główny Szlak Sudecki) a Ja KGR (Korona Gór Polski) także rozmawiamy o długodystansówkach, o sprzęcie, o pomysłach.

Na śniegu zaledwie kilka śladów - komu rozdam gwiazdki, skoro jesteśmy z przodu?

Paweł się „zagotował”, więc robimy postój na przebranie - teraz robi za atrakcję turystyczną - idzie w krótkich spodenkach i koszulce z krótkimi rękawami. 

image002

image004
 
Docieramy do Eliaszówka. Z dala pod wiatą widać postacie na miejscu okazuje się, że to "Nasi" i tu niespodzianka - poznaję na żywca Dorotę - dobra duszyczka :) Jest i wcześniej widziany koleś ubrany na pomarańczowo - jednak idzie na wyrypie.

Z początku idziemy dużą grupą - ekipa Doroty robi dokumentację fotograficzną a my z Pawłem wyrywamy się do przodu. No i stało się - wiejący wiaterek sprowokował Pawła do założenia kurtki i stuptutów.

Po drodze z nikąd pojawia się dwóch Wyrypiarzy - jeden z nich w plecaku znajduje sok z gumijagód.
Ja: Pewnie z Katowic jesteście.
Wyrypiarze: Nie, ale też ze Śląska.

image006

image008

Docieramy wszyscy do Przełęcz Gromadzka i tu robią się nowe ekipy. Tym razem Paweł zostaje a Ja ruszam dalej z chłopakami ze Śląska. Michał i Mirek mają bardzo fajną grupę, która dumnie zwie się "Grupa Fanatyków Ataków Szczytowych "Cilosy""

Krzyżówka szlaków na Obidza jest wielkim testem psychicznym iść trasą wyrypy 03:30h czy prosto na skróty 0:15h. Oczywiście idziemy trasą wyrypy.

Z minuty na minutę przejaśnia się coraz bardziej, słoneczko sprawia, że są idealne warunki do marszu - troszkę rozleniwia - i tu włączają się wspomnienia z Turbacz - w dzień opalaliśmy się leżąc na skałach Luboń Wielki a w nocy człapaliśmy na Turbacz!!! Wyciągnąłem odpowiednie wnioski i w tym roku ma być dobrze!

image010
 
image012
 
image014

Schodzimy żółtym szlakiem i z dala widzimy ekipę chłopaków od rajdów na orientację - spoglądają na mapy, spoglądają na Nas, spoglądają przed siebie - co jest? Podchodzimy bliżej i wszystko jasne - szlak jest przecięty przez potok - chodzę przy brzegu rozglądając się za mostem. Most jest jednak na drugiej odnodze potoku, co nic nam nie daje. Michał poświęca się dla sprawy i rusza po kamieniach przez potok, po przejściu 100m krzyczy, że jest oznaczenie szlaku. Idziemy.

Widoki są przepiękne. Znajdujemy się w Rezerwat Biała Woda.

Pokazały się dwie dziewczyny ubrane po miastowemu to znaczy tylko jedno - łatwy dojazd.

Na krzyżówce szlaków żółtego i czerwonego robimy postój pod wiatami. Obserwujemy biegacza. Mirek woła go by dać mu gwiazdkę - biegacz ogląda się "za ciężkie" - biegacz znika za skałami - a my w śmiech - nie dość, że ciężkie to jeszcze falująca plandeka mogłaby zakłócić aerodynamikę biegu, hahaha.

Ruszamy, trasa wiedzie pod górę na wielką halę. W między czasie dzwoni Krzysztof z rakietowej ekipy - odbieram - okazuje się, że idziemy obok siebie - to już drugie spotkanie "na żywca". Dlaczego Rakietowo Ekipa? Z dwóch powodów: na pierwszej wyrypie przetarli szlak na rakietach, na trzeciej wyrypie mieli przytroczone rakiety do plecaków, a drugi powód jest taki, że idą bardzo szybko - jak rakieta - i poszli. Spotykam ich ponownie podczas posiłku przy drewnianej chacie tu daję gwiazdki.

image016

Po wejściu w las okazuje się, że była wycinka drzew a w raz z nią wycieli drzewa z oznaczeniami szlaku. Widzę wracające ekipy rakietową oraz Cilosy. Zostaję z Cilosy a Krzysiek z daleka krzyczy, że jest oznaczenie - idziemy a oznaczenia brak - spoglądamy na mapy.

image018
 
image020

Przy Litawcowa spoglądam w stronę Obidza - trzy godziny wcześniej staliśmy 15 minut dalej.
Stromizna ciągnie się na Wielki Rogacz - po drodze mijamy ekipę z kulejącym Wyrypowiczem - w głupim miejscu dopadła go kontuzja - daleko do cywilizacji. W myślach współczuję - też kiedyś wysiadło kolano a doczłapałem się dzięki pożyczonemu kijkowi trekkingowemu.

image022
 
image024
 
image026

To już ostatnia prosta na Radziejowa 1262m npm - najwyższa góra Beskidu Sądeckiego - zalicza się do Korony Gór Polski - także dla niektórych okazja do zdobycia kolejnego szczytu korony.

image028
 
image030

Od Radziejowa idę solo a dopiero na Wierch Przechyby spotykam Michała, który czeka na Mariusza. Michał zastanawia się czy iść do Schronisko PTTK na Przehyba czy do Rytro. Próbuje się dodzwonić żeby ustalić wersję wydarzeń - brak zasięgu - więc czekamy. Decyzja zapadła - chłopaki idą do schroniska. Ja natomiast schodzę do Rytro. Tak jak się spodziewałem, jest sporo cieplej. Zejście jest strome a im niżej tym bardziej obłocona ścieżka. Będąc już prawie na ostatniej prostej na śliskich kamieniach zaliczam glebę - niech to szlag!

Kilkadziesiąt metrów dalej wychodzę na składowisko drewna, na którym rozsiadła się Dorota z chłopakami. Stąd ruszamy do Rytro - początkowo droga jest błotna, ale dajemy radę.

Dowiaduję się, że Mirek bardzo dobrze zna okolicę i opowiada nam, co gdzie jest i dlaczego, oraz jak minąć paskudne podejście do Schronisko Cyrla.

Asfalt wskazuje na cywilizację - w Rytro szybkie zakupy i w drogę. Po drodze mijamy najbrzydszy budynek w Polsce a dla Mnie ma wyjątkowe znaczenie - kupiłem w nim żarcie a na polance za nim konsumowałem i odpoczywałem. To było kiedyś teraz jest Wyrypa! 

Podejście zaczyna się asfaltem, potem drogą gruntową, a teraz leśną drogą. Wzdłuż leśnej drogi spływa potoczek, do tego dochodzą liście i kamyki oraz błoto. Wszystko razem tworzy idealny zestaw poślizgowy, czego zresztą doświadczam bardzo szybko. Na stromym podejściu poślizguję się i ląduję prawie na płask! W tym momencie cieszę się, że od niechcenia zabrałem spodnie zapasowe.

Na mapie szlak wygląda na prosty, w rzeczywistości przecina drogi i trzeba się pilnować by w odpowiednim momencie skręcić z wygodnej drogi w las. Co jakiś czas odwracam się by poświecić innym gdzie iść a gdy jest moment łatwy do zejścia z trasy to i czekam dłuższą chwilę aż wejdą na szlak.

Jest schronisko Cyrla - stąd ostatnia prosta do końca. Zapadła noc - obserwujemy wijące się światła okolicznym miejscowości. Dziś jest pełnia a w koło księżyca jest ogromny ring - co oznacza pogorszenie pogody: opady i przymrozek.

Między nami facetami toczą się rozmowy, że Dorota niedomaga - Mirek zna skrót - więc Pod Sokołową Górą rozdzielamy się.

Idę solo w ciemnościach przez las przyświecając drogę czołówką. Co chwila słyszę dziwne odgłosy - oglądam się, nikogo nie widzę - przechodzę kilkanaście metrów - znowu dziwne odgłosy - oglądam się, nikogo nie widzę - co za pierun - znowu... W końcu się domyślam – z boku plecaka mam butelkę z wodą, z wody zrobiła się kasza (zamarzła). Dziwne, bo aż tak bardzo zimna nie czuję. Znowu polana i znowu widoki na miejscowości - ależ pięknie.

Wychodzę z lasu, rzuca się w oczy światło ze schroniska - to już naprawdę ostatnia prosta - chwilę potem przechodzę próg schroniska - to już koniec Wyrypy a początek integracji.

Rozdaję resztę gwiazdek.

Wyglądam: Michała, Mariusza, Pawła, Dorotę, Mirka, Janusza, Stanisława, Darka, Kaśkę, Magdę, Sławka, Grześka, Janka. Dotarli Cilosy i się zaczyna... Zjawił się i Janusz, dosiada się. Praktycznie do samego rana z chodzą się Wyrypiarze opowiadając swoje doświadczenia.

Tutaj kończę górskim zwyczajem, „co się wydarzyło w górach...w górach zostaje" :)

Rano budzę się z a raczej zostaję obudzony przez rozmowę - ki pierun gada od samego rana - podnoszę koc i kogo widzę...Stanisław i Darek - spali w tym samym pokoju – jakie to schronisko małe :)



Podsumowanie:
Cieszę się ze spotkania ze znajomymi na tak wyjątkowym wydarzeniu jak Wyrypa. Cieszę się również, że poznałem nowych znajomych.

Zaskoczony jestem, że w tym roku Wyrypa była dla mnie lajtowa. Szczególnie bardzo się cieszę, że w końcu ostatnie schronisko było otwarte i mogliśmy się zintegrować.

Czekam na kolejną :)