Główny Szlak Beskidu Sądeckiego - przejście zimowe

28.12.2016 - 06.01.2017
Poszukując dłuższego szlaku górskiego trafiam na stronę mynaszlaku.pl i od razu ukazuje się Główny Szlak Beskidu Sądeckiego (GSBS). 200km brzmi zachęcają z drugiej zaś strony wiedzie po różnych szlakach i w dodatku dwa razy po tych samych odcinkach. Chodzenie tymi samymi ścieżkami strasznie Mnie męczy, więc zapominam o szlaku. Przychodzi grudzień i czas planowania Sylwestra, zatem czas by się przejść. Przełom roku spędzony w górach, w namiocie podczas realizacji konkretnego wyzwania brzmi ciekawie.

"Oficjalnie" początek i koniec GSBS jest w Piwniczna-Zdrój a że dla Mnie liczy się przygoda to postanawiam wyruszyć z Szczawnica. Po prostu mam bezpośredni autobus z Lublina do Krościenko nad Dunajcem a stąd 7 minut busem do Szczawnica. Dodatkowo ostatniego dnia mogę się ogarnąć w Bacówka PTTK pod Bereśnikiem, z której mam rzut beretem do Krościenka. Natomiast zachowuję kierunek marszu tak jak zostało zaznaczone na mapie. Mijają święta i już 28 grudnia wyruszam busem do Lublin a z Lublin autobusem do Krościenko nad Dunajcem. W wyniku opóźnienia w Szczawnica jestem kilka minut po 13:00. W relacji "noc" zaczyna się od 17:00 i trwa do momentu gdy jestem na noclegu.



28.12.2016
W zasadzie kilka minut po przyjeździe jestem na szlaku - od samego dołu biegnie żółty szlak do Bacówka PTTK pod Bereśnikiem. Z początku jest przyjemnie, co prawda śnieg pokrywa ścieżkę jednak jest on wydeptany i wręcz idealny do chodzenia. Po godzince jestem przy schronisku i czas podjąć pierwszą decyzję zostać na noc i odpocząć po podróży czy iść dalej korzystając z dnia. Decyduję się iść dalej, w zasadzie zaraz za Bacówką szlak staje się coraz mniej wydeptany a od Bereśnika w zasadzie ledwie widoczny ślad - w końcu zima - nikt nie mówił, że będzie idealnie.

image004

Z pierwszych przemyśleń zamierzam nocować za Okrąglica a przed wsią Jaworzynka (tak mi się wydaje, że to wieś). Im dalej tym więcej śniegu, a czasem i dużo śniegu i ostre zejście, co w zasadzie kończy się częstymi pośliźnięciami i upadkami. Na halach jest naprawdę ciekawie, głęboki śnieg i mroźne powiewy wiatru wrrr... Ku zaskoczeniu w niektórych wioskach główna droga jest odśnieżona.
Chwilę przed zachodem słońca, widzę idącą postać od chałupy w moim kierunku - początkowo myślę, że do Mnie, bo wszystkie psy we wsi przeze mnie szczekają - mam wrażenie, że o tej porze roku jestem atrakcją turystyczną:
Góral: Skąd idziesz? Dokąd? Skąd jesteś? To jakaś pokuta?
Ja: Na pokutę bym nie poszedł :)
Góral: Pijesz spirytus?
Ja: Nie piję alkoholu w zimie.
Góral: No nie tak dużo, tak trochę na rozgrzewkę.
Ja: Nie.
(Tak sobie myślę, że to był Prawdziwy Góral - z krwi i kości! - jedyny, który mówi o konkretach - spirytusie.
Góral: Jak będzie ciemno to idź do kogoś do chałupy)
Ja: Dam sobie radę, mam namiot.
Góral: W namiocie będziesz spać, nie zamarzniesz?
...i tak dalej i tak dalej. W każdym razie chwila rozmowy resetuje zmęczenie i daje moc do dalszej wędrówki.

Przed szczytem Jaworzynka śniegu miejscami po kolana co sprawia, że coraz częściej rozglądam się za miejscem na nocleg z resztą jest już ciemno. Na mapie spoglądam gdzie jest w miarę płasko i tu wypatruję wieżę widokową - liczę na wiatę, w której rozłożę namiot - nocleg na wieży widokowej to dopiero atrakcja. W każdym razie wieje coraz bardziej. Po dłuższych minutach docieram na Koziarz - co prawda wiaty brak, ale wieża zapowiada się super. Mocna stabilna konstrukcja z wysokim obiciem z desek. Im wyżej tym bardziej gwiżdże czasami są tak silne podmuchy, że kucam na schodach. Wdrapuję się na górę i faktycznie miejsce pod namiot idealne tylko, że...pogoda paskudna. Stoję i czuję jak w głowie szaleje błędnik (odpowiada za zmysł równowagi) mam wrażenie jakby wiatą kiwało jak łódką na wodzie! Zdecydowanie kiepska miejscówka. Na dole bujanie przechodzi. W zasadzie kilkanaście minut dalej znajduję miejsca wstępnie nadające się na nocleg sprawdzenie ich zajmuje dłuższą chwilę. W końcu trafiam na płaską półkę, z której usuwam gałęzie i rozkładam namiot. Buty suche - jeszcze!


29.12.2016 
Nocleg minął przyjemnie - w zasadzie dopiero przyjechałem - to i śpiwór suchy. Na dzisiaj w planach miałem nocleg w budynku przy szlaku jednak dla komfortu psychicznego zapominam o nim, bo po wczorajszych warunkach na szlaku nie dam rady dotrzeć. Początkowo śniegu jest kilka centymetrów jednak z czasem wychodzę na odśnieżoną drogę i od tego miejsca idzie się wyśmienicie. Docieram do wczoraj planowanej wioski Jaworzynka. Tutaj mam skręcić na czerwony szlak rowerowy, co prawda na mojej mapie go niema za to jest na mapie ze strony mynaszlaku.pl W rzeczywistości jest tylko jedno oznaczenie i to w odwrotną stronę niż idę - a bez mapy do wyboru są dwie drogi.
Przeglądając mapę innego wydawnictwa zauważam sklep w miejscowości Brzyna, po cichu liczę, że zrobię w nim zapasy z drugiej zaś strony wątpię żeby jeszcze istniał - za mało zabudowań. W każdym razie po długim marszu asfaltem ukazuje się zamknięty sklep. Zapasy robię kilometr dalej - kilka minut pod sklepem przypomina o zimie - strasznie marznę a na rozgrzewkę najlepsza jest wędrówka tym bardziej pod górę.

Najgłębszy śnieg spotykam przy Schronisko PTTK Przehyba - czyżby w tej części gór nie jeździli na skuterach śnieżnych? Po kolana w śniegu docieram do Wierch Przechyby i stąd "uciekam" w dół do cieplejszego. Początkowo niebieski szlak jest mocno zasypany no, ale przynajmniej z góry a im niżej tym mniej śniegu. Noc wita na zielonym szlaku do Rytro i to, czego nie lubię najbardziej iść nocą przez wieś i drażnić wszystkie psy. Pocieszający jest fakt, że nocą rozciąga się fantastyczna świetlna panorama górskich domostw.

Na dole w Rytro idę wyluzowany aż tu nagle słyszę/widzę biegnące w moją stronę wielkie psisko! @*&^^&*^)%&^$^#%$&^ W ciemności doglądam kobietę i wzrokiem przekazuję jej dwie wiadomości "ty debilko!" oraz "rozumiem, masz prawo się bać". Oj ciśnienie podniesione!

Już wiem, że nici z planowanego noclegu także robię zakupy i udaję się w miejsce gdzie pamiętam, że była łąka. Idąc wzdłuż ulicy kusi swą płaskością miejsce przy chodniku za krzakami a z drugiej strony przy torach. No ciut na widoku - zostawiam na ostateczność. Upatrzona kiedyś łąka została zamieniona w parking, co prawda część no ale zostałbym na widoku. Przechodzę obok budynku, który jest w pierwszej dziesiątce najbrzydszych budynków w Polsce. Fakt, dziwny wygląd. Na mapie szukam miejsca na nocleg - typuję dwa: nad rzeką z mojej strony lub za mostem. Pierwsze miejsce niby płaskawe, ale głośne. Drugie jest zarośnięte jednak w końcu docieram na idealną miejscówkę.


30.12.2016 
Noc minęła szybko, natomiast mroźny poranek sprawia, że namiot zamarza. Zbieram się, wychodzę z namiotu i zamiast go składać to czyszczę go ze szronu - lepiej wyczyścić niż nosić zbędny ciężar.

Początkowo szlak wiedzie pod górę w dodatku jest bardzo oblodzony. Co też zajmuje dużo czasu, aby ostrożnie ominąć wszelkie miejsca kwalifikujące się do poślizgnięcia. Coraz śmielej wygląda słonko, więc idzie się lepiej. Jednocześnie słonko zwiastuje nadchodzącą złą pogodę.
Na żółtym szlaku spotykam dwójkę turystów - pierwsi dzisiaj. Potem przejście przez wioskę Makowica - znowu psy! Im dalej tym więcej turystów - teraz spotykam dwóch Panów. Idąc żółtym szlakiem trzeba uważać by w odpowiednim momencie odbić w prawo do niebieskiego szlaku. Na mapie wygląda jakby szlaki się zazębiały w rzeczywistości trzeba ze 100m iść poza szlakiem. "Na krzyżówce" spotykam grupkę turystów z Łodzi, z częścią nich idziemy razem do krzyżówki szlaków - skąd schodzę zielonym.

Tu dociera do Mnie piękno szlaku GSBS - fakt kręci się, ale ma to sens - wychodzi się z lasu i podziwia przepiękne widoki otaczających gór.
Pierwszy raz widzę halę bez śniegu - do tego idealne miejsce na nocleg - płaskie, nasłonecznione, osłonięte od wiatru, z ładną panoramą - tyle, że jest wcześnie!

Zejście niebieskim i tym razem czarnym rowerowym. Jak to w życiu bywa najlepsze niespodzianki są w miejscach gdzie się ich najmniej spodziewamy. Drepczę pod górę czarnym asfaltem z wyraźnie posypanym żwirem. Na samej górze niespodzianka - sklep! Dzisiaj nocleg w górach także kupuję żarcie na kolacje i przy okazji regionalne piwo - "hm, z regionalnych to..." no tak to akurat wszędzie jest. Widzę w promocji po 5zł jest ala amerykańskie - akurat pierwszy raz widzę. Wrażenia: pierwszy łyk jest fajny drugi i każdy następny to syf! Jakby nie było to woda to szkoda by się zmarnowała. W sklepie otrzymuję ostrzeżenie, że zapowiadają minus 17 - o k***a! śpiwór mam zawilgocony! Wracam po plecak i w ostatniej chwili dokupuję główkę czosnku ponieważ organizm czuje zbliżające osłabienie chorobowe!!! Szał zakupów mija, zatem wracam na szlak! Ledwie uchodzę 2km i słyszę najpiękniejszy dźwięk dzieciństwa - a wraz z nim rzuca się w oczy prowodyr - dzieciak w niebieskiej kurtce odpala petardy. Chwile rozmawiamy, gdy wspominam o petardach Korsarz chłopakowi uśmiecha się buźka od ucha do ucha - zna temat!

Ostatecznie utwierdza Mnie w przekonaniu, że dobrze chcę skręcić i tak oto wracam na otwartą przestrzeń śniegowej pustyni. Noc już zapadła a teren pod namiot jest coraz gorszy albo płasko i wieje albo spokojnie i pochyło. Idę i idę...aż zauważam budynek - stojąca stodoła jest pozamykana ze wszystkich stron natomiast znajdujący się kilkadziesiąt metrów wcześniej barak na pierwszy rzut oka "nadaje" się na nocleg - zresztą lepsze to niż namiot w minus 17!!!


31.12.2016 
Na noc ubrany we wszystko, co mam sprawia, że się "zagotowałem" - albo w tym baraku jest tak ciepło albo było cieplej niż zapowiadali! Mniejsza z tym, żyję i mam się dobrze! Spakowany ruszam na szlak. Ledwie przechodzę 300m a organizm opada z sił, widać odwodniony jest. Na szczęście obok drogi przepływa potok, nabieram w kubek wody i podgrzewam na kuchence, dla pewności wypijam jeszcze jeden. Jak nowo narodzony kontynuuję wędrówkę. Niespodzianki są fajne, ale śnieg po kolana już mniej, godzina szlaku zamienia się w dwie godziny. Tam gdzie się spodziewam "autostrady”, czyli na czerwonym szlaku GSB pomiędzy schroniskami jest tragedia - ledwie wydeptany jeden ślad. No lepsze to niż nic.

Po drodze spotykam dwie osoby, chwilę gawędzimy o Kamień Diabelski "chyba jest przetarte". Na mapie z mynaszlaku.pl wynika, że już powinienem wchodzić na szczyt natomiast według mojej mamy, że kawałek dalej. Ostatecznie idę śladami, które prowadzą w zasadzie nigdzie - w końcu idę po prostu w górę i docieram na szczyt. Co jest Diabelskiego w tym Kamieniu? Rogów brak, ołtarza do składania ofiar nie przypomina. Już wiem! Do Nazwy Kamień dodali napis Diabelski, aby kusić turystów. Powrót na szlak też jest ciekawy, według mojej mapy od razu prosto, według drugiej inaczej, ostatecznie zauważam oznaczenie szlaku i barierkę - tędy - no i wychodzi z tego wielkie koło w śniegu po kolana - za to w ciszy i przecieram drogę w lesie!

Tuż przed Schronisko PTTK Hala Łabowska spotykam dwóch kolesi z dużymi plecakami - pytają o drogę do Rytro.
Ja: Tylko tutaj jest autostrada, im dalej tym bardziej po kolana. Wydeptane może być przed Schronisko Cyrla a do Rytro oblodzenie.
Oni: No, bo wiesz, kondycja nie ta. (Piwo w ręku mówi wszystko kondycji...)

Z sentymentu zachodzę do schroniska i zamawiam żurek. Oczekując na michę podsuszam śpiwór, przeglądam mapy, liczę czasy. Ach to ciepło...rozpaskudzam się w schronisku, gdyby nie fakt, że jest Bal Sylwestrowy to zostałbym na noc. To po prostu dziwne! Idealny teren dla skuterów śnieżnych a żaden nie przetarł szlaku! Brnę a to po kostki a to po kolana w końcu po godzinie z oddali słyszę warkot silnika - czyżby jedzie skuter? Po kilku minutach przecierają szlak dwa skutery - machamy sobie na przywitanie.

W Krynicy już ciemna noc. Ludzie krzątają się z wielkimi siatami jakby był koniec świata a to tylko Sylwester. W sklepie tłok, ze wszystkich kupujących tylko Ja jakoś tak dziwnie zakupy robię za 15zł: woda, boczek. Na mapie ciężko wyszukać miejsce na nocleg - pierwsze dobrze zapowiadające się jest na górze Huzary z drugiej zaś strony pijani „ludzie gór” mogą chcieć spędzić Sylwestra na szczycie. No nic, drepczę pod górę - w świetle czołówki na sporym pochyleniu dostrzegam płaską półkę. Wdrapuję się. Po 5 minutach obserwacji znajduję prawie płaski kawałek terenu - niby na widoku, ale ukryty z dala od ścieżki. W ramach Sylwestra mróz łapie, ręce szybciej marzną niż wchodzę do śpiwora. Żeby nie było...od północy wysłuchuję wszystkie wystrzały fajerwerków a mam wrażenie, że trwa to bardzo długo. Po wszystkim wtulam głowę w śpiwór i zasypiam.


01.01.2017 
Zimno! Nawet wilgoć na śpiworze zamarza. Pół wyspany zbieram się i ruszam na Huzary. Dzisiaj będzie luźno - międzynarodowy dzień kaca! Im wyżej tym Mniej śladów - zdaje się mało wytrwali turyści przyjechali do Krynicy. Po drodze czysto, więc prawdopodobnie nikt nie szczytował na Sylwestra. Na szczycie powiewa zimnym chłodem, na twarz naciągam komin dzięki niemu jest o wiele cieplej. Zejście w dół prowadzi tylko jednym wydeptanym śladem w śniegowym puchu głębokości kilku centymetrów. W Krynica - Palenica spotykam spacerującą parę i jedną osobę z psem a tak cisza i spokój. Do miejscowości Powroźnik warunki są różne od idealnie wydeptanej ścieżki, po kilka czy kilkanaście centymetrów śniegu aż przed samą miejscowością po zbity śnieg, ale też na tyle sypkiego, że tonę w nim po pas - jak na razie to najgorszy odcinek całej dotychczasowej wędrówki. Na dole wita przenikliwy mróz - a może już termika ciała na tak padła? Po lewej widzę, stojącą osobówkę, na dachu stojące piwo a przy samochodzie kolesia rzucającego przed siebie petardę - huk - śmieję się do niego - on do mnie - szczęśliwego Nowego Roku. Również życzę dobrego Roku. Miły akcent cywilizacji - idę w góry.

Przechodząc przez miejscowość Muszyna spoglądam na kulig na oko 10 sań. Wszyscy śmieją się, coś tam wykrzykują i dziwnie odwracają się do tyłu ku prawej. Myślę: cieszą się, mieszczuchy zażywają beztroskiego wiejskiego życia. Aha! Wiem już. We wjeździe na posesję w prawym rogu stoi koleś w pozycji szczącej, w drugim rogu kuca dziewczyna w pozycji hm - zimno jej? - jednak nie, pozycja szcząca. W tym, co robią zdecydowanie są dyskretni, ona drze japę: "Jak mi dobrze! Jak mi dobrze! Orgazm! Orgazm!" Grunt to dobre podejście do życia... Znajduję świetną miejscówkę i zasypiam z zadowoleniem dnia dzisiejszego.


02.01.2017 
Noc minęła wyśmienicie. Z rana ruszam na Jaworzynę szlak idzie w stronę wyciągów, więc spodziewam się wyśmienicie przygotowanego szlaku. Z początku lipa, potem trasa narciarska, więc jest dobrze, a potem szlak pieszy odchodzi od narciarskiego i zaczyna się kiepsko, czyli po kolana i stromo pod górę. Na mapie te dwa szlaki idą tą samą drogą - przygoda musi być! Jak się już wdrapuję na Jaworzynę to świeci słonko, mnóstwo ludzi, a wszystko w koło idealnie ubite. Dla pewności zasięgam rady obsługującego wyciąg którędy mam iść do schroniska, aby nie zniszczyć trasy. Mnóstwo ludzi a tylko 5 osób idzie po szlaku pieszym. Po drodze do Bacówki PTTK pod Wierchomlą spotykam tylko jedną osobę. Natomiast przy Bacówce kwitnie życie, stoi ciągnik z przypiętymi sankami po kuligu, część osób bawi się pod wiatą a część robi szałas z patyków. Trasa po same wyciągi prowadzi przez wielką halę także mroźny wiatr daje się we znaki. Za to trasa jest idealnie przygotowana dla narciarzy, dzięki czemu nabieram kosmicznej prędkości. Stan rzeczy zmienia się od wyciągów - szlak skręca w las a im dalej tym głębszy śnieg – aż po kolana przy górze Pusta Wielka. Dalej z górki, więc jest spoko. Coraz szybciej zbliża się zachód słońca a mróz jakby coraz bardziej otula ciało przeraźliwym zimnem! Spoglądam na mapę w poszukiwaniu potencjalnego noclegu - ku mojemu zaskoczeniu są zaznaczone Góralskie Szałasy - jest jakaś nikła nadzieja na luksus tej nocy! Docieram do Szałasu, jest otwarty, jest nawet wersalka, okno pokryte lodem, trochę śniegu nawianego do środka, hm. Wychodzę, spoglądam w dal - niby jeszcze widno - spoglądam na godzinę - 16:20 - iść w niepewne czy korzystać z okazji?! Przez głowę przepływa mnóstwo wspomnień - fajna miejscówka, ale widno a potem brak miejscówki i szwędanie się po nocy! W końcu do Mnie dociera i ustalam nową złotą zasadę wędrówek: Lepiej świetna miejscówka na nocleg niż godzina świtu!
Rozkładam wersalkę, kładę karimatę. Bida z wodą, a potrzebuję rozgrzać organizm, wychodzę przed szałas i topię śnieg. Potem wtulam się w śpiwór i zasypiam. Myszy na strychu trochę szaleją...jak to Bear Grylls mawia - jest, czym "uzupełnić deficyt białka".


03.01.2017 
Ach, co za cudowne uczucie wyspać się na miękkim bez "ciągnięcia z ziemi". Czasem się zastanawiam, jak to jest, gdy idę pod górę to grzęznę w śniegu a jak schodzę w dół to droga jest odśnieżona i miejscami śliska - a gdyby tak odwrotnie? W każdym razie wchodzę na górę a na krzyżówce napotykam traktor odśnieżający drogi akurat nastawia się by odśnieżać drogę, w którą mam skręcić - mógłbym pierwszy w nią wejść - ale po co! Miłe to uczucie, gdy przed Tobą odśnieżają drogę a Ty idziesz jak gwiazda po czerwonym dywanie! To takie wyjątkowe!

W Łomnica Zdrój mapa wskazuje, że trzeba przejść w prawo kilkadziesiąt metrów w okolice Kościoła a potem równoległą drogą z powrotem. W praktyce to jest tak, że jak się zejdzie żółtym to od razu jest strzałka prosto na zielony szlak. Chcąc iść jak mapa pokazuje - z początku jest jedno blade oznaczenie a potem znika. Wchodzę niby na tą równoległą drogę, ale wyprowadza 150m w górę i się skończy. W efekcie robię wielki łuk w głębokim śniegu. Z atrakcji w oddali jest Góral łamiący gałęzie. Oczywiście droga w dół jest odśnieżona i śliska... W Piwniczna Zdrój przy PKP zaopatruję się w wałówkę między innymi w słoninę konserwową - normalnie cud dla podniebienia.

GSBS prowadzi do Przełęcz Bukowina a potem do Hala Pisana i z powrotem przez Przełęcz Bukowina. Strasznie nie lubię chodzić tymi samymi trasami zwłaszcza w tak krótkim czasie. Z drugiej zaś strony na ile jest to możliwe robię trasę dokładnie tak jak jest wyznaczona. Chwilę dyskutuję sam ze sobą - to bez sensu! wieje! pada paskudny śnieg! trasa to trasa! ma być dokładnie! No i idę na Hala Pisana, śnieg z każdym krokiem jest coraz głębszy, z każdym krokiem wieje coraz bardziej, z każdym krokiem robi się coraz większa zadyma śnieżna. Docieram pod pomnik, piję kilka łyków wody i zmykam, aby poprzez marsz nagrzać organizm! Wiecie, co? Na Przełęcz Bukowina odczuwam wielką satysfakcję z tegoż przejścia...

Na mapie mam zaznaczony szałas, więc po cichu liczę, że i tym razem się poszczęści. Ciemna noc, drepczę z nadzieją, że będzie ten szałas. Po drodze okazuje się, że przebieg szlaku został zmieniony. Jest hala, na której powinien być szałas, świecę czołówką w dal, przyglądam się, a może tu a może tam...najwidoczniej nici z szałasu. Przechodzę jeszcze ze dwa kilometry i rozkładam namiot nawet w ciekawym miejscu. Z wieczora zawiewa, więc spodziewam się zimnej nocy.


04.01.2017
Ku zaskoczeniu noc ciepła, z rana wieje a co jakiś czas mocniej zawiewa śniegiem. Gdy już mam się zbierać zaczyna szaleć śnieg. Przeczekuję. W końcu ruszam. Idzie się spoko, dopiero w wyższych partiach na halach dzieje się piekło. Wieje a śnieg miejscami tworzy trąby powietrzne, mocne powiewy sprawiają, że co kilka kroków odwracam się plecami do kierunku wiatru! Jedynie w lesie jest spokojnie i stwarza chwilę odpoczynku. W dalszej części spodziewam się okropnie głębokiego śniegu a tu niespodzianka - wydeptana ścieżka - tylko miejscami jest zawiane. To wielkie miłe zaskoczenie sprawia, że na duszy jest lżej a wychodzące słonko cieszy. Powtórnie jestem w Piwniczna-Zdrój zachodzę do sklepu i zaopatruję się w słoninę konserwową jednak tym razem dwa razy więcej. Dzisiaj planuję spać w Bacówce lub w Chatce, więc żeby nie przychodzić z pustymi rękoma to kupuję symboliczną ćwiartkę.
Podejście jest stromawe za to z fajnymi widokami, miejscowe kobiety dziwnie na Mnie spoglądają - pewnie, dlatego, że siedzą w ciepłym samochodzie terenowym.
Wdrapuję się stromą oblodzoną drogą na wielką halę - tu rozpętuje się burza śnieżna. Za plecami słyszę warkot silnika, odwracam się i widzę osobówkę stojącą na podjeździe - dzwoni - czyżby jakiś mieszczuch postanowił zatrzymać się i pogadać przez telefon? Wracam do marszu, mija chwila a samochodu brak. Wracam się a kierowca chodzi z przodu pojazdu i dogląda zderzak.
Ja: Pomóc w czymś?
Kierowca: Wuj jedzie, szukam haka do liny.
(pierwszy raz spotykam samochód bez zaczepu do holowania)
Kierowca wsiada i buzuje do przodu, podkładam pod koło świerkowe gałęzie, ale to nic nie daje. Kierowca jeszcze bardziej gazuje, z pod kół leci dym. W końcu tył samochodu zjeżdża ze skarpy i można go na pchnąć na drogę. Przyjeżdża wuj i wpychamy samochód na drogę, kierowca powoli ześlizguje samochód w miejsce gdzie go może zostawić zachowując bezpieczeństwo dla innych pojazdów. Koniec akcji.

Śniegiem miota coraz bardziej, podjeżdżają obok, Wuj pyta czy podwieźć. 'Dziękuję, to musi być pieszo' Na wszelki wypadek mam trzy plany wyjścia: jeden z nich zakłada, że nocleg w namiocie - jednak te straszące minus 20 kusi by iść dalej. Drugi plan właśnie realizuję na krzyżówce do Bacówka na Magurach dzwonię do Chatka Wątorówka – ‘mogę przyjść?’ „Chyba nikogo niema w Chatce to można iść, napal sobie w piecu” Zatem do realizacji pozostaje pierwszy i trzeci plan. Jest wielce prawdopodobne, że dzisiejszej w nocy napada dużo śniegu, więc zasypie ślady po skuterach śnieżnych, zatem dzisiaj idąc dalej, jutro oszczędzę mnóstwo sił. Przekręcony znak na Chatkę kieruje trochę na, około ale w końcu docieram na miejsce. W chałupie, w której mam odebrać klucz cisza, dzwonię powtórnie do właściciela, aby zadzwonił w sprawie klucza. W końcu mam klucz.
Gospodyni: Pan sobie naniesie drewna z pola.
W myślach dialog: Z pod chatki wezmę drewna, na cholerę mam ganiać po polu! No tak! W Małopolsce "pole" to po Naszemu "dwór".

W chatce jest tak ciepło, że jak oddycham to leci para jak ogień z pyska Smoka Wawelskiego. Z dworu nanoszę drewna dużo więcej niż potrzebuję - lepiej żeby zostało niż zbrakło. W piecyku drzwiczki są z szybki także wieczór spędzam siedząc przy piecyku z jednej strony grzeję się z drugiej zaś to przecudowny widok palącego się ognia. Godzina 23:00, termometr wskazuje +19 stopni Celsjusza to najcieplejszy nocleg w trakcie wędrówki.

Elektryka prąd nie tyka, czyli elektryka w Chatka Wątorówka.
image006


05.01.2017
Pierwsza raz, gdy z rana nos jest ciepły. Gdy już się zbieram za oknem zaczyna szaleć burza śnieżna. Przeczekuję i zamiast wyjść o 08:00 to wychodzę o 10:00. Wczorajszy plan był dobry, dzisiaj oszczędzę sił. Wychodząc z Chatki na termometrze jest plus 5 stopni Celsjusza. Pierwsze kilkadziesiąt metrów ekscytacji przetartego śniegu zamienia się w śnieg po pas. Czasami mijam zaspy, bo jest tylko po kolana. Z wielkim wysiłkiem wdrapuję się na Radziejowa a na zejściu spotykam parę wariatów - pierwsi i zdaje się ostatni dzisiejszego dnia. Mają o tyle łatwiej, że idą z rakietami a Ja mam o tyle łatwiej, że będę szedł ich śladami. Dzięki śladom rakiet oszczędzam mnóstwo sił no ale tam gdzie oni szli po śniegu Ja idę w śniegu po pas, do tego wieje. Jest tak ciekawie, że w głowie kołatają wypowiedziane przez Magdę słowa: "K***a! Mam 33 lata, przecież mogę żyć normalnie!" Ech, tylko jedna odpowiedź zawsze przychodzi do głowy 'pasja!'.

Przebijam się do Wierch Przechyby i stąd niby ma być prościej, bo las, bo do schroniska. Jest lepiej, ale miejscami po kolana. Przed Schronisko PTTK Przehyba raj dla narciarzy a piekło dla piechurów. Przed schroniskiem sprawdzam godzinę - 15:00 - teoretycznie 4h do Bacówka PTTK Bereśnik. Jak będzie tak głęboko to zejdzie się dużo dłużej. Zresztą mam jeden dzień zapasu, zostaję na nocleg. W schronisku tylko Ja - zamawiam żurek i pomidorówkę - jem powoli licząc, że ktoś przyjdzie i zrobimy ćwiartkę. Mimo pustego schroniska wolny jest tylko pokój 2 osoby, czyli z mojego punktu widzenia droższy i bezsensowny wydatek. Pierwszy raz zażywam luksusu w pokoju mniejszym niż ośmioosobowy! Przechadzam się po schronisku: suszarnia zamknięta, kuchnia turystyczna zamknięta, natrysk pierwszy zamknięty, natrysk drugi zamknięty, kibel otwarty. Czyżby mi nie przysługuje prysznic? Pytam Gospodarza - "Trzeba iść do recepcji po klucz, ludzie przychodzą z Niemcowej i się myją, bo tam niema bieżącej wody". Tak sobie myślę, że w schronisku byłby dużo lepszy klimat gdyby nie "dziadostwo sprytnych turystów".
W półśnie za drzwiami słyszę krzyk "widzisz, co się dzieje?" "nie" "no właśnie nic się nie dzieje!" Zdaje się to są zapowiadani skiturowcy (skitury - chodzenie na nartach).


06.01.2017
Wyglądam przez okno, znowu dosypało. Dzisiaj 4h więc nawet jeśli zejdzie się dłużej to i tak dotrę na miejsce. Bardzo powoli się zbieram. Do bufetu wchodzi dwóch ośnieżonych kolesi - dowiaduję się, że idą niebieskim do Szczawnica - pasuje.
Ja: Mogę z Wami iść, jeśli to nie problem?
Koleś: Tak.
(jeden z nich idzie do kibla i dostrzega mój plecak)
Koleś: To Twój?
Ja: Tak, ale jest lżejszy niż wygląda.
Koleś: My zbiegamy w dół.
Ja: Jesteście biegaczami? Nie ma problemu każdy pójdzie swoim tempem.
Gdy jeden koleś idzie do kibla, drugi częstuje bimbrem z borówki (czarnych jagód).
Ja: Bardzo dobry, nie czuć, że to bimber.
(widzę zachwyt w oczach)
Koleś: Moja produkcja.
Okazuje się, że to miejscowi mieszkający w Szczawnica - prawdziwy wyjątek, miejscowi chodzą po górach. W efekcie wyruszam pierwszy a po kilkunastu minutach wyprzedzają Mnie. Mają fantastyczny styl - pod górę wchodzą a z góry zbiegają jak młode byczki. Idą niebieskim szlakiem więc przetarli szlak.

KONIEC! Główny Szlak Beskidu Sądeckiego 200km ZROBIONY!

Dzisiaj święto Trzech Króli - w Szczawnica zimno jak cholera - po miasteczku szwędają się przyjezdni szukając otwartych sklepów. Też dołączam do poszukiwań - pierwszy sklep zamknięty - w drugim najpotrzebniejsze artykuły wódka, papierosy i słodycze. Dopiero w piątym sklepie kupuję żarcie a na osłodę życia ptasie mleczko - zjedzenie już było masakryczne - mróz niemiłosiernie szczypie w ręce! Iście powolnym krokiem zmierzam do Bacówki. Okazuje się, że im wyżej tym cieplej, nawet słonko zagląda. W Bacówka PTTK pod Bereśnikiem tłoczno, na pokój chwilę muszę poczekać, więc w między czasie zamawiam zupę pomidorową. W jadłospisie fajnie brzmiąca potrawa "Janosickie ziemniaki" z dopiskiem "autorski przepis" zdecydowanie zachęca na zamówienie. Za całe 5zł otrzymuję kopiec brązowych klocków - dziwnie wygląda - po pierwszym kęsie zakochuję się w potrawie!!! Wniosek: duża porcja, mega smaczna, tania. Polecam spróbować...

Reszta czasu zapowiada się smętnie, czyli cisza i spanie. Na nocleg przychodzi spora grupa, część z nich śpi w tym samym pokoju, co ja. Po dłuższej chwili wchodzę do pokoju i oznajmiam komunikat: 'Czy ktoś z Was pije? Mam ćwiartkę.' z grupki wyłania się głos "Poczekaj do wieczora". Wieczorem cudowne towarzystwo, ognisko, gitara. No, ale jak to się mówi...co się wydarzyło w górach to i w górach zostaje. Jeśli to czytacie to dziękuję za towarzystwo i życzę wszystkiego dobrego :)


Wnioski:
Z początku pętle na mapie szlaku zniechęcają. W efekcie szlak jest fajnie wymyślony gdyż wychodzi z lasów i prezentuje piękno gór. Noclegi można podzielić na trzy grupy wędrowników tych, co lubią spać w namiocie - do tego jest mnóstwo hal z fajnymi widokami; szałasy i opuszczone budynki - na mapie jest sporo zaznaczonych szałasów, a przy szlaku spotyka się opuszczone budynki; schroniska - są w górach i przeważnie w takich miejscach, z których rozpościerają się cudne widoki. Zaopatrzenie można robić na bieżąco gdyż po drodze mija się sporo sklepów. Szlaki są oznakowane dobrze jednak polecam wydrukować mapę GSBS w kolorze w formacie A3 a do tego wziąć aktualną mapę.
Kategoria: Wyprawy | Góry